Home
Version franćaiseEnglish versionVersión espa–ol
Strona 5 WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZE#379;ONE © GLOBAL VOYAGER
Dżungla
Harpy Eagle
Dżungla
Dżungla
Mój przewodnik
Dżungla
Dżungla
Dżungla
Dżungla
Dżungla
Dżungla
Karczowisko

www.glvoyager.com
Strona [ 1 ] [ 2 ] [ 3 ] [ 4 ] [ 5 ] [ 6 ] [ 7 ] [ 8 ] [ 9 ] [ 10 ] [ 11 ] [ 12 ]
[ 13 ] [ 14 ] [ 15 ] [ 16 ] [ 17 ]

Zobacz Projekt Galerii
DODEK


YACA SACA MACA ............... zamienił stryjek siekierkę na kijek.

LA CHUNGA 17 kwiecień 2008

Ostatniego turystę widzieli tu 3 lata temu. Popłynąłem godzinę w dól Rio Sambu. Stamtąd 40 minut marszu przez dżunglę. Następnie przez most nad Rio Chunga i w lewo aleją dochodzi się na miejsce. Za kilkanaście minut miałem miejsce dla siebie. Będąc w gazie zostawiłem swoje bagaże i w dżunglę. Może to wydawać się szalone, ale trudno mi tłumaczyć te zachowanie. Takie najście jest szokiem dla tych ludzi. Trzeba im dać czas na oswojenie się z sytuacją. Szef wioski asygnuje przewodnika dla Gringo w ramach opieki nad sierotami

Z początku jestem nie za bardzo z tego zadowolony. Pierwsze pól godziny maszerujemy dosyć czytelnym szlakiem. Ale .............. jak skrzywił, no to szliśmy przez prawdziwą dżunglę. Zacząłem doceniać jego obecność. W pewnym momencie pokazując na czubek drzewa zapytał się czy widzę. Jest to zazwyczaj dla mnie najbardziej wpieprzająca sytuacja. Wybałuszam pełne gały i nic. Po prostu gówno widzę. Szlak mnie za każdym razem trafia w podobnych sytuacjach, ale zaraz sobie mówię, przecież fiucie ...........jesteś GRINGO.
W końcu udało mi się ujrzeć coś szarego na jednej z galęzi na koronie drzewa. Więc dumnie mu melduję, że pewnie śpi myśląc, że to leniwiec. Nie! ON NIE SPI, ON NAS OBSERWUJE. W tym momencie poddałem się i byłem bliski samobójstwa.

Na szczęście mój przewodnik nie dał za wygraną. Zaczął się przedzierać przez dżunglę dookoła wysokiego na 60 metrów drzewa. W końcu zatrzymał się i mnie przywołał. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Na koronie siedział Harpy Eagle. Jak w amoku zrobiłem jakieś bez sensu zdjęcie. Następnie drżącymi (naprawdę) z wrażenia rękami wyciągnąłem z plecaka lornetkę. Niestety nic nie moglem zobaczyć, bo takie miałem dygoty. Dopiero jak ległem na ziemi mogłem przyglądać się temu najwspanialszemu i największemu z orłów. Trudno mi powiedzieć jak długo to trwało. Ale wystarcząjaco długo, żeby mrówki weszły mi w nogawki i kąsały mnie tu i ówdzie. Skończyło się tym, że musiałem wyskoczyć z nachów. Jakoś udało mi się pozbyć nieproszonych gości.

Jak wrpóciliśmy, czekał na mnie posiłek. Powoli zsymilizowałem się z mieszkańcami La Chunga. W sumie znajduje się tu piećdziesiąt kilka domów w ktorych zamieszkuje niespełna 400 osób.

Następnego dnia udałem się nad rzekę, aby złapać łódkę do La Palma. Jak opłukiwałem buty z gliny za późno zauważyłem przepływającą łódkę pod drugim brzegiem. Moje desperackie sygnały nie odniosły żadnego skutku. Murzyn tylko pomachał mi ręką i popłynął dalej. Nie pozostało mi nic innego jak rozbić biwak na pomoście i czekać na.................
Doczekałem się tego, że wiatr porwał mi najlepszą koszulkę i sprezentował dla Rio Sambu. Po południu już zrezygnowałem z dotarcia do La Palma. W zasadzie byłem zdecydowany rozbić obozowisko nad rzeką i przeczekać do rana. Nadchodząca ulewa powstrzymała mnie chwilowo przed tym zamiarem.

W międzyczasie nadpłynęła łódka z materiałami budowlanymi dla La Chunga i miała wracać do Sambu. Pomogłem rozładować na brzeg ładunek i ruszyliśmy w ulewie w górę rzeki. Po kwadransie ulewa ustała i zaczął się piękny świat. Postanowiłem kliknąć kilka zdjęć. Jak tylko się przymierzyłem do pierwszego to minęliśmy się z łodzią płynącą w kierunku La Palma. Machanie rękami i krzyki nic nie wskórały. Za późno się spotrzegłem.I tym sposobem wylądowałem znowu w Sambu. Nie mając alternatywy udałem się do Imperial Palace na nocleg

Liczyłem, że dzisiaj uda mi się wydostać i ruszyć na dalszy podbój świata. A tu jak narazie taki bolszyj. Nawet wylądował dzisiaj samolot. Nie dość, że był zapchany, to jeszcze leciał w niedogodnym dla mnie kierunku. Ale nie ma problemu. Tutaj i tak jest cudownie. Gdzie wyląduję dzisiaj wieczorem, tego jeszcze nie wiem. Jeśli stoi jeszcze przy brzegu łódka co miała płynąć w górę rzeki do Boca de Tigre to chyba popłynę z nimi.

Poprzednia < ••• > Następna