![]() |
|
![]() |
|
| WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZE#379;ONE © GLOBAL VOYAGER |
|
Dżungla
Harpy Eagle
Dżungla
Dżungla
Mój przewodnik
Dżungla
Dżungla
Dżungla
Dżungla
Dżungla
Dżungla
Karczowisko
![]() www.glvoyager.com |
Strona
[ 1 ]
[ 2 ]
[ 3 ]
[ 4 ]
[ 5 ]
[ 6 ]
[ 7 ]
[ 8 ]
[ 9 ]
[ 10 ]
[ 11 ]
[ 12 ] Zobacz Projekt Galerii YACA SACA MACA ............... zamienił stryjek siekierkę na kijek. |
|||
Ostatniego turystę widzieli tu 3 lata temu. Popłynąłem godzinę w dól Rio Sambu. Stamtąd 40 minut marszu przez dżunglę. Następnie przez most nad Rio Chunga i w lewo aleją dochodzi się na miejsce. Za kilkanaście minut miałem miejsce dla siebie. Będąc w gazie zostawiłem swoje bagaże i w dżunglę. Może to wydawać się szalone, ale trudno mi tłumaczyć te zachowanie. Takie najście jest szokiem dla tych ludzi. Trzeba im dać czas na oswojenie się z sytuacją. Szef wioski asygnuje przewodnika dla Gringo w ramach opieki nad sierotami Z początku jestem nie za bardzo z tego zadowolony. Pierwsze pól godziny maszerujemy dosyć czytelnym szlakiem.
Ale .............. jak skrzywił, no to szliśmy przez prawdziwą dżunglę. Zacząłem doceniać jego obecność.
W pewnym momencie pokazując na czubek drzewa zapytał się czy widzę. Jest to zazwyczaj dla mnie najbardziej
wpieprzająca sytuacja. Wybałuszam pełne gały i nic. Po prostu gówno widzę. Szlak mnie za każdym razem trafia w podobnych sytuacjach,
ale zaraz sobie mówię, przecież fiucie ...........jesteś GRINGO. Na szczęście mój przewodnik nie dał za wygraną. Zaczął się przedzierać przez dżunglę dookoła wysokiego na 60 metrów drzewa. W końcu zatrzymał się i mnie przywołał. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Na koronie siedział Harpy Eagle. Jak w amoku zrobiłem jakieś bez sensu zdjęcie. Następnie drżącymi (naprawdę) z wrażenia rękami wyciągnąłem z plecaka lornetkę. Niestety nic nie moglem zobaczyć, bo takie miałem dygoty. Dopiero jak ległem na ziemi mogłem przyglądać się temu najwspanialszemu i największemu z orłów. Trudno mi powiedzieć jak długo to trwało. Ale wystarcząjaco długo, żeby mrówki weszły mi w nogawki i kąsały mnie tu i ówdzie. Skończyło się tym, że musiałem wyskoczyć z nachów. Jakoś udało mi się pozbyć nieproszonych gości. Jak wrpóciliśmy, czekał na mnie posiłek. Powoli zsymilizowałem się z mieszkańcami La Chunga. W sumie znajduje się tu piećdziesiąt kilka domów w ktorych zamieszkuje niespełna 400 osób. Następnego dnia udałem się nad rzekę, aby złapać łódkę do La Palma.
Jak opłukiwałem buty z gliny za późno zauważyłem przepływającą łódkę pod drugim brzegiem. Moje desperackie sygnały nie odniosły
żadnego skutku. Murzyn tylko pomachał mi ręką i popłynął dalej.
Nie pozostało mi nic innego jak rozbić biwak na pomoście i czekać na................. W międzyczasie nadpłynęła łódka z materiałami budowlanymi dla La Chunga i miała wracać do Sambu. Pomogłem rozładować na brzeg ładunek i ruszyliśmy w ulewie w górę rzeki. Po kwadransie ulewa ustała i zaczął się piękny świat. Postanowiłem kliknąć kilka zdjęć. Jak tylko się przymierzyłem do pierwszego to minęliśmy się z łodzią płynącą w kierunku La Palma. Machanie rękami i krzyki nic nie wskórały. Za późno się spotrzegłem.I tym sposobem wylądowałem znowu w Sambu. Nie mając alternatywy udałem się do Imperial Palace na nocleg Liczyłem, że dzisiaj uda mi się wydostać i ruszyć na dalszy podbój świata. A tu jak narazie taki bolszyj. Nawet wylądował dzisiaj samolot. Nie dość, że był zapchany, to jeszcze leciał w niedogodnym dla mnie kierunku. Ale nie ma problemu. Tutaj i tak jest cudownie. Gdzie wyląduję dzisiaj wieczorem, tego jeszcze nie wiem. Jeśli stoi jeszcze przy brzegu łódka co miała płynąć w górę rzeki do Boca de Tigre to chyba popłynę z nimi.
Poprzednia
< ••• > Następna
| ||||