Home
Version franćaiseEnglish versionVersión espa–ol
Strona 3 WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZE#379;ONE © GLOBAL VOYAGER
Suszarka
Na dole Rio
Myśliwy
Rio Sambu
Rio Sambu
Rio Sambu
Rio Sambu
Scieżka przy Rio
Cwiety
Rio Sambu
Rio Sambu
Rio Sambu

www.glvoyager.com
Strona [ 1 ] [ 2 ] [ 3 ] [ 4 ] [ 5 ] [ 6 ] [ 7 ] [ 8 ] [ 9 ] [ 10 ] [ 11 ] [ 12 ]
[ 13 ] [ 14 ] [ 15 ] [ 16 ] [ 17 ]

Zobacz Projekt Galerii
DODEK


YACA SACA MACA ............... zamienił stryjek siekierkę na kijek.

PUERTO INDIANO 15 kwiecień 2008

Pieprz do oka ...........Panie Kolego ............ Po prostu sześć na dziewięć. Jak mawia mój przyjaciel Wicio. Dzisiaj nie był mój dzień. Rio Sambu uparło się mnie nie puscić. Ale może zacznę trochę układać w porządek to co się dzieje ze mną w przeciągu kilku ostatnich dniach.

Rio Sambu i leżące wzdłuż nieliczne miejscowości to miejsce zamieszkałe przez dwie, prawie identyczne, grupy etniczne Embera i Wounaan. Przyczłapali się z Kolumbii w te strony. Przy okazji przeganiając krzywonogich Kuna na wybrzeże karaibskie i gdzie się dało. Sambu, do którego dotarłem kilka dni temu, jest jakby centrum(!) ich działalności. Położone jest, jak sama nazwa wskazuje, nad Rio Sambu i Rio Sabalo. Po drugiej stronie Rio Sabalo mieści się Puerto Indiano, gdzie egzystuje jedyny Internet w promieniu ................... A więc teraz trochę akcji.

Po przyjeździe 12-ego do Sambu, zakwaterowaniu w tutejszym Royal Palace i małym szamunku, wyruszyłem na zwiady. Skończyło się tym, że po dwóch godzinach znałem mieszkańców dwóch miejscowości. Po tym krótkim rekonesansie wyruszyłem w stronę dżungli. Przecież między innymi po to tu przyjechałem. Rzeczywiście było przyjemnie. Znalazłem urocze miejsca nad rzeczułkami, gdzie mogłem przykucnąc i wyczekiwać na rożnego rodzaju akcje. W drodze powrotnej natknąłem się na tutejszego myśliwego. Maszerując razem wskazał scieżkę w dżungli na plażę nad rzeką. Nie musiał dwa razy powtarzać, jak skrzywiłem w długą.

Po dziesięciu minutach byłem nad rzeką, chyba nad Rio Sambu. Nie była to idealna plaża. Zamiast piasku były kamienie. Korzystając z ładnej pogody postanowiłem przeprać przepoconą koszulkę. Skonstruowałem przemyślny trójnóg, na którym porozwieszałem swoje łachy. A sam jak na urąbanego człowieka przystało pławiłem się z przyjemnością w dość szybkim nurcie. Było naprawdę Bosko. Tylko co jakiś czas sprawdzałem, czy piranie nie wyrządziły mi jakiegoś kuku. To co jest wspanałe nie może trwać wiecznie. Tak i tym razem. Ni z gruchy, ni z pietruchy nadciągnęła "lluvia", czyli chlusnęło jak stąd do tamtąd. Nie miałem za dużo czasu. Zdażyłem narzucić mój kapelo, wskoczyć w buty, zebrać ubranie, plecak i dać dyla do pobliskiej dżungli.

Jak troche ochłonąłem ................ to popadłem w histeryczny śmiech. Wyobraziłem siebie w kapeluszu i butach stojącego pod palmą w czasie szalejącej ulewy. Brakowało tylko tego, aby się jakiś tubylec napatoczył na takie widowisko. Po około czterdziestu minutach ulewa ustała i na niebie jak gdyby nic świeciło slońce. Powróciłem nad rzekę, aby się oporządzić i spokojnie poczłapalem w kierunku ...........hotelu.
Na razie zrobię małą przerwę. Pójdę nabyć tutejsze wino, bo zaczyna mnie suszyć.
Jak wrócę to pociągnę dalej .............

Poprzednia < ••• > Następna