Home
Version franćaiseEnglish versionVersión espa–ol
Strona 2 WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZE#379;ONE © GLOBAL VOYAGER
Widok na stolicę
Nadbrzeżne domy
Nadbrzeże
Bar w LA PALMA
Kwitnące drzewa
Rio Sambu
Rezerwat Punta Patino
Rezerwat Punta Patino
Rezerwat Punta Patino
Ptoki
Dyrektorka szkolnictwa
La Palma za nami

www.glvoyager.com
Strona [ 1 ] [ 2 ] [ 3 ] [ 4 ] [ 5 ] [ 6 ] [ 7 ] [ 8 ] [ 9 ] [ 10 ] [ 11 ] [ 12 ]
[ 13 ] [ 14 ] [ 15 ] [ 16 ] [ 17 ]

Zobacz Projekt Galerii
DODEK


YACA SACA MACA ............... zamienił stryjek siekierkę na kijek.

PUERTO INDIANO 13 kwiecień 2008

Fara mara ................. czuję się jak Brygidka po spotkaniu z Dywizją Pancerną. Właśnie doczłapałem się po ponad ośmiogodzinnym wałęsaniu po dżungli. Ale wróćmy to tempo. Zacznę może trochę po kolei.
Oczywizda, jak zwykle, oferuję krzynkę gorzały temu co mnie zlokalizuje. W tym momencie jestem poza wszystkimi poradnikami podrożniczymi.

Od mojego przylotu do Panamy upłynęło kilka dni. Miałem się tylko zatrzymać na jedną noc w Panama City i ruszać w drogę. Po prostu to było niemożliwe i zabalowałem w stolicy trzy noce, aby następnie wyruszyć do Yavizy. Jak to bywa w moim zwyczaju, gdy jestem w trasie mogę planować najwyżej na kilka godzin do przodu. Nigdy więcej, bo i tak co zaplanuję nie sprawdza się. O pobycie w Panama City i okolicach napiszę po powrocie do Montrealu. Po prostu się nie wyrobię. Akcja goni akcję i sam nie wiem jak mi się to udaje nakręcać i w dodatku realizować.

Dopiero co zaczęła się moja przygoda z Panamą, a raczej z okręgiem Darien a ja jestem już nafaszerowany jak karp ................ po palestyńsku. Temat Darien nie był łatwym. Brak należytych informacji i ciągłe misterium rozciągające się nad tą śliczną prowincją sprawiało, że poruszałem się 'w ciemno'.
A więc 11-tego zdecydowałem się ostatecznie opuścić Panama City i pojechać autobusem do Yavizy. Nawet udało mi się zebrać do kupy przed siódmą rano. Upiekłem sobie na śniadanie placki z ananasa. Nadwyżkę co nie zjadłem zapakowałem na drogę. Poszedłem na miasto załatwić jeszcze drobną sprawę. Także już przed dziewiatą siedziałem w taksówce, udając się w kierunku dworca. Poranne gadu gadu z kierowcą nie trwało długo. Zapytał się gdzie jadę. Jak mu powiedziałem, to tylko dodał ........ chyba nie sam. Nie było to budujące, tak że oblałem gablociarza i nie podtrzymywałem konwersacji. Na dworcu poprosiłem kasjerkę o bilet do Yavizy. Ta powiedziała, że może mnie zaoferować usługę do Meteti. A dalej, to niech się sam bujam. Rada nie rada ..................... ja toże do Leningrada.
Nawet specjalnie się tym nie zmartwiłem. Wyjazd miałem o 10-tej, wobec czego wyglądało, że lądowałbym w Yavizie po ćmoku. Ze wszelkich przesłanek raczej nie było to wskazane. Wobec powyższego nocowanie w Meteti było mi na rekę.

Musiałem zrobić małą przerwę w pisaniu, bo mi się Cerveza skończyła. Wobec czego pogoniłem na drugi koniec miasta i nabyłem następną. Zanim dotarłem do Meteti pięć razy mnie wyciągali do kontroli. Za każdym razem te same pytania. Pomimo tego, że mieli już przekazane moje dane z pierwszej placówki. Zresztą cała prowincja już wie, że jakiś palant z Polski jedzie sam do Darien Nacional Park. Jak zobaczyłem to Meteti, to od razu zmieniłem zdanie. Wiedziałem, że powinienem jechać dalej. Tu nie ma co się zatrzymywać. Strata czasu. Męska decyzja. Szybka konwersacja z kierowcą i siedzę z powrotem w autobusie jadąc na dworzec............
Tam mam złapać furgonetkę do portu rzecznego w Kimball. Stamtąd przesiądę się na łódkę i dopłynę do La Palma. Stolicy prowincji. Całkiem mnie to odpowiadało .............. I ciało ..........faktem się stało.

Oczywizda zanim wsiadłem na łódkę, aby po 40 minutach wylądować w La Palma, musiałem rutynowo przejść rozmowę na rzecznym posterunku policji. Wspomnę o małym, jak się poźniej okazało śmiesznym fakcie. Jak się pakowaliśmy na pick-upa między innymi był jakiś schorowany 60 letni staruszek. Dosłownie po częściach go pakowałem przez tylną klapę. Zresztą podobną procedurę przećwiczyłem jak wysiadał. Nic w tym nie było nadzwyczajnego. Ale ............. o tym poźniej.
Jechaliśmy tym pick-upem w akompaniencie ulewy tropikalnej. Zabawy było po pachy, bo woda ciekła przez plandekę rożnymi niewidocznymi dziurami. Na łódkę przygotowałem się jak prawdziwy Gringo. Wyciągnąłem mojego żółtego sztormowego kondona i ......... czniałem ulewę.

Zamiast w Yavizie wylądowałem w La Palma. Po pięciu minutach miałem już kwaterę, a po następnych dwudziestu znałem całe miasto. W dodatku nabyłem nareszcie moskitierę. Co prawda z syntetyku, ale zawsze lepsze coś jak nic.......... także teraz komarzyce mogą mi nadmuchać. Jak się oporządziłem, to nie pozostało mi nic innego jak ruszyć w City.
Wszedłem do ostatniego baru, aby zakonczyć turę. Siedział przy barze jeden z pasażerów furgonetki. Młody chłopak, trochę ciemniejszy ode mnie. Zaraz mnie zaprosił. Nie pozwolił mnie nawet sięgnać do portfelu. Zaczął zamawiać browary, jak szalony ......... Na nic zdawały się moje formy protestu.

W końcu wyciągnął białko i powiedział, że jest ze specjalnej formacji policji. Widział jak pomagałem staruszkowi i że tu takie rzeczy nie mają miejsca. W dodatku zaczał mnie aranżować jakieś panienki do salsy. W zasadzie już zapalniki były gotowe do odpału .......... ale jakoś ta koncepcja zabawy w towarzystwie gliny nie bardzo mnie odpowiadała. Odtańczyłem kilka sals i ........... powiedziałem, że skoro świt ruszam w drogę i muszę się wyspać.

Rzeczywiście skoro świt byłem w miejscu, gdzie łodzie odpływają. Ale tam gdzie chciałem płynać .... do Sambu, nikt się nie wybierał. Trudno, byłem już gotowy wócić do Meteti i stamtąd człapać się do Yavizy. Ale nigdy niech żywi nie tracą nadzieji............. ona jest moją matką. Za pół godziny siedziałem w łodzi tutejszego szkolnictwa średniego. Wraz z dyrektorką na całą prowincję i jakimiś dwoma palantami płynąłem w kierunku Sambu. Łódź była podłączona do 115-to konnego silnika. Także za trzy godziny wylądowałem w Sambu. O pobycie tu napiszę przy następnej okazji.
Jutro planuję udać się do La Chunga, gdzie powinienem zabarłożyć do środy. I w środę prawdopodobnie wrócę do La Palma. Kończę na dzisiaj, bo mi browar wyparował. Muszę się zebrać do kupy na jutro. Wypływam o piątej rano.

Poprzednia < ••• > Następna