![]() |
|
![]() |
|
| WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZE#379;ONE © GLOBAL VOYAGER |
|
Stare Miasto
Stare Miasto
Szafir w złocie
Stare Miasto
Klasztor Santo Domingo
Stare Miasto
Stare Miasto
Orchidea
Stare Miasto
Ulica Centralna
Widok Panamy od Starego Miasta
Dworzec autobusowy
![]() www.glvoyager.com |
Strona
[ 1 ]
[ 2 ]
[ 3 ]
[ 4 ]
[ 5 ]
[ 6 ]
[ 7 ]
[ 8 ]
[ 9 ]
[ 10 ]
[ 11 ]
[ 12 ] Zobacz Projekt Galerii YACA SACA MACA ............... zamienił stryjek siekierkę na kijek. |
|||
Akurat uplynął miesiąc jak wróciłem z Panamy. Najwyższa pora, aby zakończyć opisanie tej wyprawy. Pomimo nieograniczonego dostępu do internetu nie jest łatwo się zebrać. Szara codzienność okazała się tak okrutna, że miałem problemy ze znalezieniem wolnego czasu na napisanie tych kilku słów. ................. Po całonocnej jeździe, skoro świt, znowu znalazłem się na dworcu autobusowym przy Albrook Mall w Panama City. Bylo wpół do piątej rano. Trochę za wcześnie, aby meldować się w hotelu. Mając zamiar wytracić trochę czasu poszedłem doprowadzić się do porządku. Jakieś przemycie oka. Golonko. Założenie mniej aromatycznego T-szerta. Zdecydowałem, że do szóstej posiedzę w poczekalni i następnie zwinę się do hotelu. O zamierzonym czasie udałem się na postój taksówek. Od samego rana zaczęła mi gula gwizdać. Pierwszy cierpiarz postawił mnie do pionu. Krzyknął dychę za kurs do hotelu. Następny był już bardziej łaskawy bo zażądał tylko piątaka. Bezczelne pingwiny. Gringo nie gringo, ale w trąbę nie wypada dać się robić. W końcu za normalną cenę, półtora baksa, pojechałem do mojego hotelu w Casco Viejo. Oczywizda wszyscy spali. Recepcja zaczyna działać od ósmej rano. Mając trochę czasu usiadłem przed komputerem i mogłem podziałać w internecie. Miałem przed sobą dwa i pól dnia do wylotu. W swojej dzialalności nie przewidywałem nic specjalnego. Zamierzałem odwiedzić muzeum archeologiczne 'Reina Torres de Arauz'. Dotrzeć do siedziby ANAM-u i postarać się nabyć dokładną mapę prowincji Darien. No i spotkać się z Lucien. A z resztą wolnego czasu gospodarować się dowolnie. Z muzeum zrobił się pełny niewypał. Okazało się, że zostało ono przeniesione w nowe miejsce. A nowego adresu nawet nie potrafili mi podać na komendzie policji. Suma sumarum cały dzień przebiegł na wałęsaniu się po mieście. Drugiego dnia umówiłem się z Lucien na lunch. Zanim się spotkaliśmy dotarłem do siedziby ANAM-u. Tak jak w każdej porządnej państwowej instytucji wszyscy gruchy obijają równo. W końcu udało mi się odnaleźć jakąś odpowiedzialną jednostkę. Pozwolilo mi to załatwić sprawę nabycia mapy na tyle, że dowiedziałem się gdzie mogę ją zakupić. Ponieważ zrobiło się koło południa pojechałem na umówione spotkanie z moim nowym znajomym. Znowu bardzo przyjemnie sobie pogadaliśmy. O pierwszej się rozstaliśmy, więc musiałem zadecydować co robić dalej. W zasadzie bylem już zmęczony pobytem w mieście. Postanowiłem pojechać do Gamboa. Miasteczka położonego nad kanałem i jednocześnie na obrzeżu Parku Narodowego Soberania. Będąc tam miałem okazję odwiedzenia ośrodka Gamboa Resort usytuowanego nad Rio Chagros. Piękna okolica. Piękna lazega, ale w końcu trzeba było zjechać do hotelu. Zanosiło się na to, że moja dzialalność w Panamie dobiega ku końcowi. Przysiadłem do komputera. Odrobiłem zaległą korespondencję. Trochę popisałem i zrobiła się dwunasta. Jakieś siły nieczyste zaczęły mną owładać. Zamiast kazać mi pojść spokojnie spać do łóżka, to zarządziły, że wypada się ruszyć City i na odjezdne jakąś pożegnalną lufkę strzelić. Na żadne kluby nocne w śródmieściu, ani halaśliwe dyskoteki nie miałem ochoty. Potrzebowałem coś prostego, aby wypić kilka lufek i nic więcej. Zaopatrzyłem się profilaktycznie tylko w trzydzieści baksów i ruszyłem w moje szemrane Casco Viejo. Cosik mi się uwidziało, że na Calle 13 idąc w stronę Mercado mogę na coś takiego trafić. I rzeczywiście miałem słusznego. W kilku miejscach z za zamkniętych drzwi dobiegała żywiołowa muzyka. W końcu zdecydowałem się wkroczyć do jednego z lokali. Po wejściu i pierwszych dwóch krokach wiedziałem, że na pewno nie powiniennem był tu się znajdować. Ale na odwrót raczej było za późno. Nie dość, że był ćmok, to żadnej białej duszy w środku. Pary pląsające na parkiecie jakby zamurowało. Zastygły w nieruchu. Wszystkie ślepia były skierowane w moim kierunku. Nawet mi chyba łydki z mocna zadrżały. Mokry zrobiłem się tylko na plecach. Szybka decyzja i po przemierzeniu trzech następnych kroków siedziałem przy barze. Skinąłem na barmana, wyjąłem kasę i powiedziałem, że dycha dla niego, a za dwadzieścia do oporu niech mnie nalewa. Za całą dychę kupiłem dozgonną miłość barmana. Zaraz podał mi lufę i ostentacyjnie poklepał po ramieniu. To poklepanie uchroniło mnie przed niewatpliwą wizytą na pogotowiu i jakimś cerowaniu. Akcja poźniej potoczyła się wartko. Upewniałem się jeszcze kilkakrotnie tej nocy, czy nie przekroczyłem swojego limitu. Nie wiem jak on to robił, że stawiałem koleiki dla całego baru i ciągle miałem kredyt. Oczywizda tego gorzałkowania nie było dużo. Więcej czasu spędzałem na parkiecie. W każdym razie koło piątej zakończyła się balanga i wylegliśmy na ulicę. W tańczącym i śpiewającym korowodzie zostałem odprowazdony do hotelu. Zabrakło mi do pełnego szcześcia czarnego kota po drodze, aby tak jak Marko w 'Underground' Kusturicy wyczyścić obuwie. Niespodziewanie zakończyłem swoją wizytę w Panamie na wysokie 'C'. Samolot mój odlatywał po południu. Także bez specjalnego zrywania się. Spokojnie via Albrook Mall udałem się na lotnisko do TOCUMEN.
Poprzednia
< ••• > Następna
| ||||