![]() |
|
![]() |
|
| WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZE#379;ONE © GLOBAL VOYAGER |
|
Jego ptoki
Palac prezydencki
Stare Miasto
Stare Miasto
Dzikie swinie
Piękna Iguana zielona
Kanał Panamski, Sluza Miraflores
Stare Miasto
Cwiotek
Stare Miasto
Ulica Centralna
Lotnisko
![]() www.glvoyager.com |
Strona
[ 1 ]
[ 2 ]
[ 3 ]
[ 4 ]
[ 5 ]
[ 6 ]
[ 7 ]
[ 8 ]
[ 9 ]
[ 10 ]
[ 11 ]
[ 12 ] Zobacz Projekt Galerii YACA SACA MACA ............... zamienił stryjek siekierkę na kijek. |
|||
W zasadzie to pozostało mi napisać kilka słów o moim pobycie w Panama City po przylocie z Montrealu i po przyjeździe z Bocas del Toro przed odlotem do Montrealu. I tym sposobem udłoby się w sposób poszarpany przekazać trochę wrażen z jednej z ciekawszych moich wędrówek po świecie. Zamiar dzielenia się informacjami z przemierzania Panamy, a konkretnie prowincji Darien na bieżąco, okazał się niemożliwym do zrealizowania. Powodem na pewno nie było moje wrodzone lenistwo, ani siły wyższe. Po prostu trasy, którymi się przemieszczałem były na bakier z technologią internetową. Drugim czynnikiem, który miał też decydujące znaczenie, były moje w miarę częste zmiany miejsca pobytu. Czasami to mi było szkoda czas tracić na siedzenie przy klawiaturze i pukanie w te klocki, kiedy obok wrzało. Przyleciałem 8-ego kwietnia na lotnisko Tocumen, położone ponad trzydzieści kilometrów od centrum. Po wyjściu na zewnątrz z klimatyzowanego dworca buchnęło żarem. Gabloty były od 20 do 30 baków. Tak jak na całym świecie. Dwadzieścia na odlotach. Trzy dychy na przylotach. W czasie lotu z Miami do Panama City zadecydowałem, że zatrzymam się w Casco Viejo. Powód prosty, w tej dzielnicy ceny hoteli nie sa wygórowane. Mając sporo czasu do dyspozycji postanowiłem dojechać do miasta autobusem. Więc zaczepiłem jakieś panienki, aby się dowiedzieć gdzie znajdę autobus jadący do centrum. Machając rękami mówiły, że do parada jest dwieście metrów. Chciałem im powiedzieć, że ja tu na paradę nie przyleciałem, ale nie wiedziałem jak to sformułować po hiszpańsku. Koniec końców wykumałem, że PARADA to po prostu przystanek. Udałem się więc w kierunku wymachiwanym przez panienki i dotarłem do przystanku autobusowego. Trochę mi było gorącawo. Miałem na sobie cieńki golf, który założyłem jadąc na lotnisko w Montrealu, gsdzie było minus dwanaście. Tu strzałka wskazywała dwadzieścia siedem stopni. Z grubsza rachując skalar rożnicy temperatur dobijał do czterdziestu jednostek. Więc nie było dziwnym, że po przejściu byłem z lekka spocony. Życie swoje prawa ma .......... wobec czego strzeliłem mały striptease zanim nadjechał autobus i założylem lekkiego T-szerta. To wcale nie zmieniło sytuacji, bo organizm dalej reagował spontanicznie na ciepło. Jadąc autobusem poprosiłem kierowcę by się mnie pozbył jak będziemy w pobliżu Casco Viejo. Pozwoliło mi to na spokojne zerkanie przez okno. Po jakiejś godzinie jazdy zostałem poinstruowany, że nadszedł czas, abym się wygruził. Dalej mogę wziąść gablotę. W pobliżu spostrzegłem coś w rodzaju hali i znany mi napis Mercado, a więc miejsce gdzie będę mógł się uraczyć wspaniałymi sokami naturalnymi. Co mi więcej potrzeba było do szcześcia w tym momencie. Do pokonania miałem jakiś rozjazd uliczny. Potraktowałem go jak przybysz z Garwolina. Nie zwarzając na światła i jadące samochody pomaszerowałem na kućke w stronę Mercado. Trochę się rozczarowałem jak dotarłem na miejsce. Była to hala targowa tylko z rybami i w dotatku koncząca swoją dzialalność w tym dniu. Skoro już wlazłem to zacząłem się szwędać i przyglądać. Hala oddzielona była od morza szeregiem budek, do których zwozili swoje połowy liczni rybacy. Ponieważ handel już prawie się miał ku końcowi to co niektórzy raczyli się piwem, a inni rozgrywali partyjki domino. Od czasu do czasu ktoś łypnął na mnie ślipiem ze zdziwieniem co ja tu robię. Zatrzymałem się przy jednym z najbardziej obleganych stolików w nadziei, że pooglądam fajną grę. Rzeczywiście gra była ostra i halaśliwa. Atmosfera wspaniała. Po pół godzinie kibicowania miałem już odchodzić, jak padła propozycja abym zagrał. Stawki były przystępne. Baka za partię i 'quarter'a' za zatrzymanie. Kiedyś w te klocki byłem nawet bardzo dobry, ale to było wieki temu. Żyłka hazardzisty zadecydowała, że przyjąłem zaproszenienie. Manele moje zamkneliśmy do jednego z kiosków i zaczęło sie Rio Bravo. Z początku zanim się obejrzałem byłem już dychę do tyłu. Zanosiło się na bankructwo. Fama, że Gringo rąbie w kości z lokalami, rozeszła się migiem. Wokół nas zaczął się kłębić tłum. Atmosfera zaczęła się robić jak na finałach mistrzostw świata w piłkę nozną. Nie mogłem przynieść wstydu swojemu krajowi. Po dwóch godzinach łupania sytuacja stała się dla mnie trochę niezręczna. Odegrałem swoją dychę i byłem ponad dwadzieścia baków do przodu. Nie mogłem tak łupać w nieskończoność. Z kolei, jako wygranemu nie wypadało odejść od stołu. Wpadłem na genialny pomysł. Zarządziłem za całą kasę co miałem przed sobą zakup piwa. WOOOOOOOOW !!! Sytuacja się od razu rozładowała. Tak mnie poklepywali co niektórzy po plecach, że miałem obolałe łopatki. Gringo już nie był Gringo, a tylko Champion Polaco i na dodatek amigo. Okazało się, że usiadłem do gry z portową ekstraklasą. Jak na początek, to miałem niezłe wejście smoka w Panama City. Po dwóch piwach pożegnałem się i pomaszerowałem w kierunku odległego o nie cały kilometr hotelu. Rejestracja. Rzucenie maneli na wyro. Sesja informacyjna w recepcji i wymarsz na miasto. Czasu nie miałem za dużo, zrobiło się po piątej. Trochę za długo zabradziażyłem na Mercado. W jakimś narożnym barze wrzuciłem coś na ruszt i zacząłem szwędaninę po okolicy, czyli po Casco Viejo. Po kilkunastu minutach już wiedziałem, że tak od razu nie wyjadę z Panama City jak planowałem. Nie na darmo Casco Viejo zostało ogłoszone przez UNESCO zabytkiem klasy światowej. Dodatkowo byłem umówiony przez internet z gościówą ze Szwajcarii na spotkanie. Miał mi wywiedzieć się na temat Darien. Ciągle brakowało mi danych o tej prowincji. Następny dzień zacząłem od zachłystywania się Casco. Łaziłem z rozdziawionym dziobem i od czasu do czasu pstrykałem zdjęcia. W pewnym momencie podszedł
do mnie policjant i grzecznie poinformował, żebym nie chodził za 11-tą Calle. Tam nawet oni nie chodzą i nie patrolują. Podziękowałem mu i powiedziałem,
że na pewno tam nie pojdę, bo juz byłem i wlaśnie stamtąd wracam. Rzeczywiście nie ma tam po co chodzić. Skoro juz zabarłożyłem, to zadecydowałem, że następnego dnia pojadę i obejrzę śluzy na nieszczęsnym kanale. Rano udało mi się w końcu skontaktować z Lucien. Tak na imię ma mój nowy znajomy. Umowiliśmy się na spotkanie o szóstej wieczorem w centrum handlowym Albrook przy żyrafach. Więc mając czasu od pyty i trochę wyruszyłem autobusem w kierunku śluz o szumnej nazwie 'Miraflores'. Wszystko zorganizowane wzorcowo pod turystów. Specjalny budynek z tarasem widokowym na kanał i śluzy. W środku sala kinowa, gdzie jest wyświetlany nawet ciekawy film na żądany temat. Muzeum na kilku piętrach. No i oczywizda restauracja i jakiś sklepik z pamiątkami. Wszystko to za jedyne osiem baksów. Bardzo to ciekawe i warte obejrzenia, ale ile można ............ Majęc stosunkowo dużo czasu do spotkania postanowiłem podjechać do odlegŁego o dziesięć kilometrów ogrodu botanicznego i mini ZOO jednocześnie. Złapałem taksówkę i po kwadransie spacerowałem relaksując się w przepięknej scenerii. Kres mojej rozkoszy położył w tym przypadku dość upierdliwy deszcz. Wsiadłem więc w autobus i udałem się do mojego miasta, czyli Casco Viejo. Po drodze zajrzałem na Mercado. Pełna radocha. Uściski dłoni, poklepywania i dużo śmiechu. Z Mercado udałem się na ulicę handlową Central, która prowadzi do Casco. Wieczorem spotkałem się z Lucien. Pojechaliśmy do niego do domu i przy piwie spędziliśmy mile sporo czasu. Okazało się, że mieszka on w byłej bazie Marines, vis a vis śluz Miraflores. Niestety wiadomości na temat Darien Gap nie zdobył. Osoba, która organizuje turystyczne wyjazdy do Darien nie chciała się pozdielić z nim swoimi sekretami. Po kolacji pojechaliśmy jeszcze nad kanał, posmotriet na statki przepływające przez śluzy. Po czem Lucien podrzucił mnie do Albrook Mall. Na rozchodne obiecałem mu, że jak wrócę z Darien, to podzielę się z nim doświadczeniem na temat Darien. Pożegnaliśmy się serdecznie. Do hotelu dotarłem kilkanaście minut po dziesiątej. Dojrzałem do decyzji, że z rana wyruszam do ............... YAVIZY..... FARA MARA.
Poprzednia
< ••• > Następna
| ||||