Home
Version franćaiseEnglish versionVersión espa–ol
Strona 1 WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZE#379;ONE © GLOBAL VOYAGER

www.glvoyager.com
Strona [ 1 ] [ 2 ] [ 3 ] [ 4 ] [ 5 ] [ 6 ] [ 7 ] [ 8 ] [ 9 ] [ 10 ] [ 11 ] [ 12 ]
[ 13 ] [ 14 ] [ 15 ] [ 16 ] [ 17 ]

Zobacz Projekt Galerii
DODEK


YACA SACA MACA ............... zamienił stryjek siekierkę na kijek.

DARIEN GAP 21 marzec 2008

W pierwotnych zamierzeniach miałem przemierzać w kwietniu Afrykę. W miarę zapoznawania się z tematem plany ulegały zmianom. W końcu wyklarowała się trasa w okolicach jeziora Tanganika, Tanzania, Malawi i Zambia. Ambitne plany odwiedzenia Burundi i Rwandy zostały zaniechane z przyczyn oczywistych. W zasadzie pozostało już tylko zaopatrzyć się w bilet lotniczy, wsiadać i lecieć. W tym momencie zaczęły się małe schody. Okazało się, że do każdego z tych państw wymagana jest wiza wjazdowa. W niektórych ciekawych miejscach bez skrupułów krzyczą 500 baksów od osoby na dzień. I jeszcze kilka drobnych szczegółów zadecydowało, że Afryka została zawieszona na kołku.
Ponoć co ma wisieć ......... nie utonie. Tak i też będzie z Afryką. Pokornie doczeka się swojej kolejki.
Przyjdzie na to czas, przyjdzie czas .......................

W pełni już nastawiony na opuszczenie swojego zaszczytnego miejsca za biurkiem nie mogłem się poddać przeciwnościom losu i wiatrowi wiejącemu ....... z przeciwka. Zawsze w odwodzie mam kilkanaście niezrealizowanych marzeń. A od tego są marzenia, aby je realizować.

Podróżując po Kolumbii z dwadzieścia lat temu z hakiem nie udało mi się dotrzeć do granicy z Panamą. Po prostu jak powiedziałem napotkanemu kierowcy furgonetki gdzie się chce dostać to ten postukał się w głowę i przeciągnął dłonią po szyi. Następnie zapakował mnie na skrzynię, przykrył jakąś szmatą, narzucił gałęzie i jak kota w worku wywiózł na południe. Nie wiem czy powiniennem mu być wdzięczny, czy nie. Poprostu przeszkodził mi w zrealizowaniu mojego marzenia.

Tym razem, bez żadnej desperacji, postanowiłem to zrealizować. Co prawda z przeciwnego kierunku, bo od północy. Czyli najechać na wspomniane okolice z północnej mańki. Długo się nie zastanawiając wystukałem na komputerze rezerwację do Panama City. Po kilku minutach stałem się posiadaczem biletu lotniczego w te i nazad.

A więc zdecydowanie opuszczam Montreal 8-ego kwietnia by wylądować po południu w Panama City. A stamtąd co koń wyskoczy do .......... Yavizy. Tu ponoć kończy się droga, kończą się żarty ............ i zaczyna się Darien Gap. Zamierzam w tych okolicach spędzić 3 tygodnie, bo niepotrzebnie wyznaczyłem sobie powrót na 1 maja. Mam nadzieję, że gdzieś po drodze bedę miał dostęp do komputera. A tym samym postaram się dawać znać o sobie od czasu do czasu.

DARIEN GAP 28 marzec 2008

Teoretycznie już jestem w samolocie i lecę do Panama City. A w zasadzie pływam już czółnem, gdzieś wśród dżungli.
We wtorek udałem się osobiście do biura paszportowego, aby otrzymać nowy paszport. Mój paszport kanadyjski wygasa 10-tego kwietnia. Kolejka jak zwykle w tym miejscu na dwie godziny oczekiwania. Ale sęk nie w oczekiwaniu na przyjęcie papierów, tylko w  terminie wydania. Termin wydawania był ustalony na dzień mojego wylotu.
Dziura w tym, że wylatywać bedę o 6-tej rano. Ale nie ma sprawy nie do załatwienia, po prostu CANADA. Skasowali mnie dodatkowo oszuści na 30 kanadoli i będę mogł odebrać swój paszport na dzień przed wylotem.
Można z Montrealu lecieć bezpośrednio czarterowym lotem do Panama City. Wtedy wystarczyłby polski paszport.
Dodatkowo nie potrzeba wykupywać karty turystycznej w Panamie.
Ponieważ moje połączenie jest przez Miami, to musialem sie wyposażyć w paszport kanadyjski, aby być wpuszczony na samolot. Awaryjnym rozwiązaniem było otrzymanie wizy wielokrotnej do stanów do paszportu polskiego. Ale to tak wspominam na marginesie, gdyby ktoś się wybierał  w tamte strony. Mam przed sobą jeszcze kilka spraw do załatwienia dotyczących wyjazdu. Już na pierwszej z brzegu się potknąłem. Starałem się zaopatrzyć w dwie buteleczki jodyny i klapa. Ni ma. Co prawda jest rozcieńczona jodyna z alkoholem metylowym, ale taka mi jest na pryszcz przydatna. Natomiast jeśli chodzi o miejsce, do ktorego mam się udać, wiadomości są raczej skąpe. Nie dziwi mnie to za bardzo, bo jednak  nie jest to szlak zadeptywany przez turystów.

Wiem już, że jak będę miał trudności w dostaniu sie z Yavizy rzeka Tuira do parku Darien, będę musiał się przelokować na wybrzeże Pacyfiku do Jaque. Co nie jest tematem prostym, bo tam tylko sensownie można się dostać samolotem. Ale tam mam namiary na lokalnego kłusownika, z którym nie powiniennem mieć trudności na wkroczenie i  kilkudniowy pobyt w parku.

Oczywizda jestem w trakcie medytacji, brać namiot czy nie. Może zadowolić się tylko hamakiem, który jak do tej pory sprawdza mi się znakomicie. Sprawa nie jest błacha. Chodzi o dodatkowe kilogramy, które trza tachać na garbie. Panama jest bardzo ciekawym i atrakcyjnym turystycznie państwem. W zasadzie  dla każdego coś miłego. Także na wszelki wypadek, tak jak ksiądz pleban co jajka nosi, zabiore z sobą kartę płetwonurka. Jak będę miał naprawdę pod górkę z dostaniem się do parku Darien, to pojadę na północny wschód do Bocas del Toro i tam posprawdzam co się dzieje pod wodą. Dawno już tego nie robiłem. Mam nadzieję, że niedługo będę mogł coś bardziej konkretnego napisać z Panama City.