![]() |
|
![]() |
|
| WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZE#379;ONE © GLOBAL VOYAGER |
|
![]() www.glvoyager.com |
Strona
[ 1 ]
[ 2 ]
[ 3 ]
[ 4 ]
[ 5 ]
[ 6 ]
[ 7 ]
[ 8 ]
[ 9 ]
[ 10 ]
[ 11 ]
[ 12 ] Zobacz Projekt Galerii YACA SACA MACA ............... zamienił stryjek siekierkę na kijek. |
|||
W pierwotnych zamierzeniach miałem
przemierzać w kwietniu Afrykę. W miarę zapoznawania się
z tematem plany ulegały zmianom. W końcu wyklarowała się
trasa w okolicach jeziora Tanganika, Tanzania, Malawi i Zambia. Ambitne
plany odwiedzenia Burundi i Rwandy zostały zaniechane z przyczyn
oczywistych. W zasadzie pozostało już tylko zaopatrzyć
się w bilet lotniczy, wsiadać i lecieć. W tym momencie
zaczęły się małe schody. Okazało się, że
do każdego z tych państw wymagana jest wiza wjazdowa. W niektórych
ciekawych miejscach bez skrupułów krzyczą 500 baksów
od osoby na dzień. I jeszcze kilka drobnych szczegółów
zadecydowało, że Afryka została zawieszona na kołku. W pełni już nastawiony na opuszczenie swojego zaszczytnego miejsca za biurkiem nie mogłem się poddać przeciwnościom losu i wiatrowi wiejącemu ....... z przeciwka. Zawsze w odwodzie mam kilkanaście niezrealizowanych marzeń. A od tego są marzenia, aby je realizować. Podróżując po Kolumbii z dwadzieścia lat temu z hakiem nie udało mi się dotrzeć do granicy z Panamą. Po prostu jak powiedziałem napotkanemu kierowcy furgonetki gdzie się chce dostać to ten postukał się w głowę i przeciągnął dłonią po szyi. Następnie zapakował mnie na skrzynię, przykrył jakąś szmatą, narzucił gałęzie i jak kota w worku wywiózł na południe. Nie wiem czy powiniennem mu być wdzięczny, czy nie. Poprostu przeszkodził mi w zrealizowaniu mojego marzenia. Tym razem, bez żadnej desperacji, postanowiłem to zrealizować. Co prawda z przeciwnego kierunku, bo od północy. Czyli najechać na wspomniane okolice z północnej mańki. Długo się nie zastanawiając wystukałem na komputerze rezerwację do Panama City. Po kilku minutach stałem się posiadaczem biletu lotniczego w te i nazad. A więc zdecydowanie opuszczam Montreal 8-ego kwietnia by wylądować po południu w Panama City. A stamtąd co koń wyskoczy do .......... Yavizy. Tu ponoć kończy się droga, kończą się żarty ............ i zaczyna się Darien Gap. Zamierzam w tych okolicach spędzić 3 tygodnie, bo niepotrzebnie wyznaczyłem sobie powrót na 1 maja. Mam nadzieję, że gdzieś po drodze bedę miał dostęp do komputera. A tym samym postaram się dawać znać o sobie od czasu do czasu.
Wiem już, że jak będę miał trudności w dostaniu sie z Yavizy rzeka Tuira do parku Darien, będę musiał się przelokować na wybrzeże Pacyfiku do Jaque. Co nie jest tematem prostym, bo tam tylko sensownie można się dostać samolotem. Ale tam mam namiary na lokalnego kłusownika, z którym nie powiniennem mieć trudności na wkroczenie i kilkudniowy pobyt w parku. Oczywizda jestem w trakcie medytacji, brać namiot czy nie. Może zadowolić się tylko hamakiem, który jak do tej pory sprawdza mi się znakomicie. Sprawa nie jest błacha. Chodzi o dodatkowe kilogramy, które trza tachać na garbie. Panama jest bardzo ciekawym i atrakcyjnym turystycznie państwem. W zasadzie dla każdego coś miłego. Także na wszelki wypadek, tak jak ksiądz pleban co jajka nosi, zabiore z sobą kartę płetwonurka. Jak będę miał naprawdę pod górkę z dostaniem się do parku Darien, to pojadę na północny wschód do Bocas del Toro i tam posprawdzam co się dzieje pod wodą. Dawno już tego nie robiłem. Mam nadzieję, że niedługo będę mogł coś bardziej konkretnego napisać z Panama City.
| ||||